Cymbały na Wileńszczyźnie

Cymbały są jednym z najbardziej charakterystycznych instrumentów dla ziemi wileńskiej. „Wielkie Księstwo Litewskie szybko asymilowało kulturę muzyczną Europy Zachodniej. Już w 1408 roku w Wilnie wzmiankowano o grze na klawikordzie (…). Natomiast w końcu XVI wieku w trakcie przedstawień teatru Akademii Wileńskiej (i późniejszego Uniwersytetu im. Stefana Batorego) często grzmiały cymbały, trąby, rogi i występowała muzyka przy cymbale (…)” (T. Nowak, Tradycje muzyczne społeczności polskiej na Wileńszczyźnie). Najstarszy udokumentowany egzemplarz tego instrumentu pochodzi z końca XVIII wieku i znajduje się obecnie w Muzeum Historycznym w Wilnie.

W początkach XIX wieku na cymbałach grywano głównie na litewskich dworach drobnoszlacheckich. Natomiast w małomiasteczkowych karczmach grywały kapele żydowskie z cymbałami. W drugiej połowie XIX wieku cymbały przyjęły się także wśród ludności wiejskiej.

W dwudziestoleciu międzywojennym był to obszar szczególny pod względem kulturowym, gdyż zamieszkiwali tu Polacy, Białorusini, Żydzi, Rosjanie i Litwini. W tym okresie do województwa wileńskiego należały powiaty takie jak: Brasław, Dzisna, Głębokie, Wilejka, Oszmiana, Święciany, Postawy. Obszar dawnego województwa wileńskiego znajduje się obecnie na terenie dwóch krajów: Litwy i Białorusi.

Na obszarze Wileńszczyzny cymbały nie przyjęły się jako instrument do solowych popisów, jak na przykład na Węgrzech, czy Białorusi, ale funkcjonował w kapelach, w różnych konfiguracjach instrumentalnych. Kapele obsługiwały wiejskie uroczystości, takie jak wesela, chrzciny czy tak zwane muzyki (Muzyka - termin popularny na obszarze Wileńszczyzny, określający również zabawę taneczną, iść na muzyke, znaczyło tyle co iść na wiejską zabawę.), czyli wiejskie potańcówki.

Muzykowanie kapel wileńskich do 1939 roku

Na Wileńszczyźnie cymbały były bardzo popularne. Bez nich żadna zabawa, żadne wesele odbyć się nie mogło. Nawet jak ktoś huczne chrzciny organizował, to zapraszał cymbalistów. Od gospodarza zależało, czy zamawiał kapelę z cymbałami, czy samego cymbalistę; do samych cymbałów także tańczono.

Składy kapel były różnorodne. Za najbardziej typowy skład instrumentalny można uznać cymbały, harmonie, skrzypce. Do składu dołączały także bęben, perkusja, klarnet, trąbka. Nigdy jednak nie zdarzyło się, by w jednej kapeli grało dwoje cymbałów.

Ustawienie kapeli podczas gry nie było przypadkowe. Każdy instrumentalista miał swoje określone miejsce. Rozmieszczenie instrumentów zależało od ilości muzykujących osób w kapeli oraz od rodzaju instrumentu. Na przykład kapela, w której grał Piotr Szarecki ustawiona była następująco: akordeon, skrzypce i cymbały, klarnet, kontrobas i bęben. Wacław Kułakowski, jako cymbalista miał z kolei zawsze z lewej strony harmonistę, skrzypek siadał po prawej jego stronie, bębnista na samym końcu od strony skrzypka miał swoje miejsce.

Podczas nauki gry na cymbałach, w domu instrument kładziono najczęściej na stole. Na zabawach i weselach cymbały trzymano na kolanach. Muzykujący powinien wygodnie usadowić się na niezbyt wysokim podwyższeniu tak, by instrument nie zsuwał mu się z kolan. Cymbalista, lekko pochylony nad instrumentem, podczas gry spojrzenie kieruje na struny, rzadko nawiązuje kontakt wzrokowy z otoczeniem. Gdy zachodzi potrzeba przemieszczenia, cymbalista zawiesza instrument na ramieniu przy pomocy skórzanego paska przymocowanego do boków instrumentu.

Wesele

Dawniej okazji do muzykowania było wiele, począwszy od wesela, a kończąc na pomniejszych uroczystościach lokalnych. Chlubą dla muzykanta, a także uznaniem dla jego umiejętności było oczywiście granie podczas wesel.

Wesele bez muzykantów odbyć się nie mogło, toteż o dobrą kapelę należało zadbać odpowiednio wcześniej.

Na Wileńszczyźnie wesele odbywało się niemal cały tydzień. Rozpoczynało się w poniedziałek; a kończyło najczęściej w czwartek, a jak było dobre, bogate wesele, to weselnicy rozchodzili się dopiero w piątek rano. Ale były ji takie wesela, biedniejsze to ji pani młoda ji pan młody byli w jednym domu, to już we wtorek ślub, ji w środe po weselu.[WK]

W poniedziałek zjeżdżali się goście (oddzielnie do pana młodego i oddzielnie do młodej) i już tego dnia potrzebni byli muzykanci. Kapela zazwyczaj w składzie czteroosobowym dzieliła się na dwie grupy: skrzypce i cymbały, które szły do domu panny młodej oraz harmonia i bębenek, które szły grać do młodego. Gdy goście zaczęli się zjeżdżać, to już muzykanci sadowili się blisko drzwi, i jak już wchodzili do mieszkania, to już grało sie powinszowania, marsza, to każdy płacił gość jak wchodził do mieszkania. [WK]

Następnego dnia pan młody z harmonistą i bębnistą jechali do panny młodej. Tam się już kapela złączyła i w pełnym składzie odegrała marsza młodej parze wyjeżdżającej do ślubu. Jeśli dom znajdował się w pobliżu kościoła, muzyka odprowadzała orszak pod sam kościół. Jeśli dom był daleko od kościoła, wówczas kapela jedynie wyprawiła młodych do ślubu marszem, sami zaś zostawali w domu otrzymując poczęstunek i napitek od gospodarzy. Jak młodzi przyjeżdżali, to muzykanci już czekali przed sienią i witali nowożeńców także marszem. Gdy już wszyscy zasiedli za stołami - dla muzykantów ława była zrobiona przy drzwiach -odbył się uroczysty obiad, w trakcie którego nieustannie przygrywała kapela. Wieczorem urządzano zabawę, tańce odbywały się u sąsiada, który miał duże mieszkanie, na tańce szła przede wszystkim młodzież, która przybywała nawet z sąsiedniej wsi. Przed wejściem obowiązkiem kawalerów było wrzucenie kapeli do talerza choćby dwadzieścia groszy, niehonorowo było przekroczyć próg chaty nie dając monety muzykantom. Tego momentu szczególnie pilnowali muzykanci – stąd mieli przecież dochód. Zabawa trwała do około północy. Wówczas kapela wracała do domu weselnego, gdzie rozpoczęło się obdarowywanie panny młodej. Dziewczyna w towarzystwie dwóch druhen siadała na stół. Następnie swat zwoływał wszystkich gości weselnych po imieniu i nazwisku, każdy z wywołanych kładł na ten stół prezent. A potem w końcu wołali muzykanta, żeby prezent dał, no to skrzypek kład smyka, no tam swat wstawił gadke, że takiego prezentu nie przyjmuje, że nie nadaje się i już! Ji pani młoda położyła podobno pięć złotych na to tace. [WK]

Wreszcie kładziono się spać. W środę muzykanci wstawali najwcześniej, budzili pana młodego, drużkę oraz swata i od samego rana składali im życzenia, w zamian oczekując na zapłatę. Po śniadaniu muzykanci odgrywali tak zwane dzień dobry. Kapela siedziała za stołem i zza tego stołu muzykanci grali wszystkim uczestnikom wesela po kolei, poczynając od pana młodego. Przed kapelą stał talerz, do którego wrzucali pieniądze aktualnie wychwalani goście, talerz przesuwano w kierunku następnego uczestnika zabawy, któremu składali życzenia, należało wychwalać, najwięcej wysławić, żeby grosza dał. [WK] Z drugiej strony każdy obdarowujący miał prawo wyboru granego utworu. Grano melodie krótkie i bez powtórek. No dla każdego gościa jest jinny kawałek, a pieniążki kładli (…) dobrze płacili, ale trzeba było umieć każdemu zagrać, każdemu dogodzić. [PSz]

Na samym końcu odgrywano dzień dobry dla gospodyni, która później do stołu podawała. Jak już jej grali to ona kładła pałoniek [dawniej tak nazywano drewnianą warząchew] na tace, on musiał być wykupiony, gospodyni targowała sie, i to nieraz tego targowania to… trzeba było grać godzine czasu żeby tam jej… dogodzić.

Cała zabawa trwała nieraz aż do obiadu, po czym zbierano się i ruszano do domu pana młodego. Tam ucztowano, podobnie jak u młodej odbywała się zabawa, a wieczorem składano podarunki panu młodemu. Rano [we czwartek] tak samo muzykanci chodzili, budzili, i rano jak już zjedli śniadanie, tak samo dzień dobry, aż odegrali, ji było koniec wesela. [WK]

Zabawy i święta

Oprócz wesel muzycy wiejscy obsługiwali także chrzciny czy imieniny, jednak na te uroczystości już rzadziej byli zamawiani gdyż obchodzono je bardzo skromnie. Na Wileńszczyźnie, bogatą oprawą muzyczną cieszyły się także obrzędy doroczne, spośród których warto zwrócić uwagę na kolędowanie wielkanocne, nazywane w niektórych podwileńskich wsiach wołownikami. W pierwszy dzień świąt, gdy słońce już zaszło, zbierała się grupka wiejskich śpiewaków. Kolędnicy w towarzystwie harmonii bądź cymbałów chodzili pod okna domów poszczególnych gospodarzy, składali powinszowania domownikom, śpiewali pieśni tak zwane alleluje. Tam gdzie mieszkała panna obowiązkowo śpiewano pieśń Dobry wieczór panieneczko, nazywanej także łałymką.

Do 1939 roku na Kresach organizowane byłyKaziuki . Na uroczystość zapraszano solistów cymbalistów oraz kapele. Organizowano pochody kaziukowe, muzyka wileńska rozbrzmiewała wówczas na ulicach miasta, promowano ją także przez rozgłośnię Polskiego Radia w Wilnie. W Wilnie przed wojną była orkiestra cymbalistów, była w radiu, to moje koledzy grali, (…) tak, w radiu nadawali, był kontrobas, skrzypka, klarnet, i cymbały, no i bęben ręczny, mogło być, że harmonia dwurzędówka, bo akordeony bardzo rzadko wówczas bywały. [PSz]

Szczególną formą rozrywki na Wileńszczyźnie były wiejskie potańcówki, nazywane muzykami bądź wieczorynkami. Zazwyczaj w soboty po pracy zbierała się młodzież i urządzano zabawę. Dawniej to nie było dyskotek. To wieczorem takie uo dziewczyny, wiesz ji chłopcy takie młode, muszo sie wytańczyć. Jak latem my na ławkach siedzim pod chałupo, to gramy. Dziewczyny chłopaków uczyli tańczyć, bo dziewczyny to zawsze takie zdolniejsze do tańca, a chłopcy to takie łamagi. No, tam grali my, a te starsze [muzykanty], jak usłyszeli jak my gramy, to na zabawe prosili, dawniej to wieczorynki. [WK]

Podstawowym impulsem do tańca był oczywiście muzykant lub kapela. „Dopóki tancerze trunkiem głowy nie zaleją, grzecznie i uprzejmie się z nimi obchodzili, a dziewki prosząc o grę do tańca nie szczędzą zdrobniałych i pieszczotliwych wyrażeń: ej grajczyku, mój grajczyku, graluszczeczku, graluchna. Pijani zaś, rozlazłego skrzypiciela grajdą mianują” (O. Kolberg, Kujawy). Potańcówki miały miejsce kilka razy w miesiącu, odbywały się w mieszkaniach i domach, tam gdzie właściciel miał na wydaniu córkę bądź w największej izbie na wsi, najczęściej u najzamożniejszego gospodarza.

Wieczorynki uchodziły za ważne wydarzenie kulturalno-towarzyskie w danej wsi. Stanowiły one szansę dla miejscowych chłopców na znalezienie sobie partnerki życiowej. To właśnie tu, podczas frywolnych harców rodziły się sympatie między młodymi ludźmi, które często doprowadzały do małżeństwa. Na wieczorynkach bawiła się również młodzież z sąsiednich wsi, stąd potańcówki często kończyły się bójkami.(…) były wypadki na tych wieczorynkach przeważnie, bili sie, chłopcy. [WK]

W pierwszych latach powojennych przesiedleńcy wileńscy grywali przy okazji urodzin czy imienin przeważnie dla swoich grup. W ramach uroczystości lokalnych muzykowano także dla ludności autochtonicznej.

***

Łałymka – nazwa pochodzi od pieśni „Dobry wieczór panieneczko”, tę pieśń w niektórych wsiach ze względu na zmienioną końcówkę powtarzającego się refrenu nazwano łałymką; zwyczaj chodzenia z łałymkami potwierdza większość cymbalistów

© Centrum Kultury Gminy Ełk z siedzibą w Stradunach 2012

Loga projektu